czwartek, 13 maja 2010

~ Zapach wiosny ~

Wiosna jest moją ulubioną porą roku. Wraz z budzeniem się przyrody po długim, głębokim zimowym śnie, ja również zaczynam powracać do życia. Chce mi się wszystkiego bardziej i więcej. Uwielbiam przesiadywanie na balkonie z kubkiem herbaty, zrzucanie kolejnych warstw niewygodnej garderoby, wydłużanie drogi powrotnej do domu. Lubię obserwować jak coraz więcej ludzi wychodzi na ulicę, zaludnia kawiarniane ogródki, parki, place zabaw. To właśnie wiosną jestem stałą klientką miejscowych straganów. Gdyż nic tak nie pobudza mojego apetytu, jak zapach oraz intensywny kolor krajowych warzyw i owoców. Jednak nie tylko w lodówce zachodzą widoczne zmiany. W całym mieszkaniu od czasu do czasu unosi się słodki zapach świeżych kwiatów.

Dzisiaj także nie mogłam przejść obojętnie obok tych pięknych, fioletowych gałązek…



Kiedy wiem, że czeka mnie długi i męczący dzień, moje śniadanie musi składać się z jakiejś jajecznej potrawy. Może to być jajko na miękko, jajecznica lub pasta jajeczna… Jednak nie da się wszystkiego przewidzieć. Tak też było dzisiaj. Pobudka 6.30, twarożek, sześć godzin w pracy, podwójne espresso, środek dnia, pora obiadu, a ja ledwo utrzymuję się na nogach. Jak już wspomniałam była pora obiadowa, a więc…





…wbrew ogólnemu przekonaniu, że jajka jada się tylko na śniadania, po powrocie do domu, postanowiłam zrobić omlet. Podsmażyłam na patelni suszone i świeże pomidory, paprykę oraz cebulę. W misce wybełtałam jajka z odrobiną mleka, żeby nadać im puszystości. Pokroiłam wędzonego łososia, resztki koziego sera, gorgonzoli i dużo zieleniny. Paulina musiała zwęszyć ten jajeczny spisek i nim zdążyłam dokończyć dzieło pojawiła się u progu drzwi. Dodałam więc więcej składników, a oto jaki był efekt tej jajecznej improwizacji.



Wersja z awokado...



Wersja z gorgonzolą...



Oczywiście obydwa talerze zaraz po sesji zdjęciowej zostały zalane hektolitrami ketchupu, ale kto z Was nie zna tego idealnego połączenia :)

Smacznego!

1 komentarz: