wtorek, 11 maja 2010

~ Grecka uczta! ~

Błękit nieba. Lazurowe, ciepłe morze. Dzikie plaże o różowych piaskach. Przepełnione turystami, portowe miasteczka. Uśmiechnięte twarze gościnnych tubylców. Wąskie uliczki między zabudowaniami z piaskowca. Białe, powycierane krzesła. Obrusy w kratkę podwiewane ciepłym wiatrem. Zapach smażonej na grillu baraniny, czosnku, aromatycznych przypraw. Gęsty, kremowy jogurt. Soczyste pomidory. Słodycz złotego miodu. Idealna konsystencja słonej fety. Niekończąca się różnorodność dań z owoców morza. Dorodne, czarne oliwki i soczyste pomarańcze…
To wszystko i jeszcze więcej odnajdzie każdy, kto wybierze się do kraju największych filozofów tego Świata – Grecji.

W mojej rodzinie taka coroczna pielgrzymka dla ciała i duszy stała się już tradycją. Czy do kontynentalnej Grecji, czy też na dzikie Cyklady albo na bardziej rozpoznawane i chętnie oblegane przez turystów Kretę bądź Korfu.

Toteż za każdym razem, gdy dopada mnie pogodowa chandra, a jak widać, maj w tym roku nas nie rozpieszcza, przenoszę się myślami gdzieś nad Morze Egejskie…

Dzisiaj, w ramach akcji „słońce na talerzu”, postanowiłam sięgnąć po prawdziwie wakacyjny przysmak i zrobiłam na obiad placuszki z cukinii z łososiem oraz sosem tzatziki.


W mojej kuchni od razu zrobiło się zielono. Zapachniały świeże zioła oraz młody czosnek i dymka.



Kto chociaż raz spróbował prawdziwego, greckiego jogurtu, na zawsze pozostanie niewolnikiem tego kremowego smaku. Niestety w Polsce, mimo silnych starań dystrybutorów oraz producentów żywności, dostaniemy jedynie przypominające konsystencją albo nazwą substytuty.

Zapewne większość z Was wie, że tak naprawdę prawdziwą tajemnicą smacznych potraw, wcale nie jest żaden sekretny składnik, ale świeżość! Właśnie tak! Dlatego, jeśli chodzi o warzywa i owoce, a także mięso i ryby, staram się kupować je na lokalnych straganach. Dzięki temu mam lepszy smak, ale również lepszy nastrój, bo zawsze miło jest zamienić kilka ciepłych słów z zaprzyjaźnionymi sprzedawcami :)


[placuszki w wersji zdeformowanej]


I gotowe do spożycia z plastrami wędzonego łososia i tzatzikami. Bardzo dobre danie na letnie obiady - ciepłe, ale lekkostrawne. Poza tym przydatne w sytuacjach, gdy nie wiemy na co mamy ochotę. Słodycz placuszków przełamuje słony smak ryby, a ostrości dodaje dobrze przyprawiony sos. Voila!



Smacznego!

1 komentarz:

  1. o! właśnie takich placuszków mi brakuje do wędzonego łososia, którego właśnie wcinam
    pychotka!

    zachęcasz mnie do prowadzenia własnego bloga - choć z moją systematycznością byłoby ciężko...

    OdpowiedzUsuń