
Czasami nie można inaczej jak tylko na słodko. Szczególnie po dniu pełnym wrażeń…
Dzisiaj, po raz pierwszy, występowałam w roli pedagoga-plastyka. Zresztą zupełnie przez przypadek i całkowicie jednorazowo. Przez 5 godzin próbowałam wczuć się w rolę „zwariowanej malarki”, nakłaniającej dzieciaki do przenoszenia słuchanej muzyki na papier. Niewątpliwie praca z młodzieżą jest zajęciem ciekawym i zaskakującym, ale także bardzo wyczerpującym zarówno nerwowo jak i fizycznie.
Niestety, po wszystkim, nie mogłam liczyć na szybki powrót do domu i relaks z nogami wyciągniętymi na kanapie.
Po pracy czekało na mnie kolejne zadanie. Aczkolwiek nigdy nie powiedziałabym, że zakup miksera może okazać się aż tak nieprzyjemnym zajęciem. Po kilku nieudanych próbach odszukania sprzedawcy (widocznie nie każdy pracuje w systemie prowizyjnym), jednym niemiłym spławieniu przez pracownika „innego” działu i dwóch zaczerwienionych z wściekłości policzkach, udałam się do innego sklepu. A tam kolejna niespodzianka! Te same produkty, ale o 25% droższe! No cóż, potrzeba była niemała, a wizja miękkiej kanapy determinująca, więc w końcu zdecydowałam się na „volvo” wśród mikserów.
Jako że raczej jestem kierowcą lewostronnej Warszawy, miałam trochę kłopotów z przedostaniem się na właściwą stronę rzeki. Po kilku błędnych decyzjach, nadprogramowych kilometrach oraz dłużących się minutach przestanych w korkach zrozumiałam, że nie będzie tak łatwo. Dlatego też, gdy dotarłam do domu, o 1,5 godziny później niż przewidywałam, marzyłam tylko o jednej rzeczy.
O połączeniu świeżych truskawek w miodowo-balsamicznym sosie z waniliowym mascarpone z przepisu mojej wybawczyni.

Jak zwykle te kuchenne improwizacje sprawiły mi wiele przyjemności, pomogły rozładować napięcie, a w efekcie końcowym dostarczyły naszym podniebieniom nieziemskich rozkoszy.



Smacznego!
a truskaweczki już polskie?
OdpowiedzUsuńmniammmm nie mogę się doczekać ich wysypu :)
polskie polskie, od zaprzyjaxnionej pani ze straganu :) pyszne! Anetka wpadaj na degustacę!
OdpowiedzUsuń