Nic tak dobrze nie poprawia nastroju podczas zimowych podwieczorków, jak filiżanka gorącej herbaty przy akompaniamencie kilku łyżeczek domowych konfitur.
My (Wy) Polacy, mamy to do siebie, że często zachowujemy się jak przysłowiowy indyk, co to myślał o niedzieli, a w sobotę… Mianowicie przed Bożym Narodzeniem, mówimy „Święta Święta i po Świętach”, już w marcu rezerwujemy imprezy na Sylwestrową noc, a w słoneczne wakacje przygotowujemy się do srogiej zimy produkując kilogramy przetworów.
I tak właśnie, jestem tu, siedzę zgrzana w tej kuchni z zaparowanymi oknami i wielkimi, pełnymi gotujących się konfitur garnkami. No bo kto by się spodziewał, że robienie dżemów w 35 stopniowe upały będzie takie męczące. Ja? Ależ skąd!
Dlaczego więc to robię?
Po pierwsze. Na samą myśl o objadaniu z zapasów Mamę Pauliny, zaczynają mnie gryźć wyrzuty sumienia.
Po drugie. Chciałam rozwinąć swoją zerową wiedzę na temat pasteryzacji słoików.
Po trzecie. Czy nie robi Wam się przyjemniej od samego patrzenia, na te ładne słoiczki pełne pysznych słodkości?

Po czwarte. Po wizycie Włochów uświadomiłam sobie (i tu uwaga wszystkie dziewczyny!!!), że jeśli kiedykolwiek, którakolwiek z Was zapragnie zdobyć gorące serce przystojnego Makaroniarza, niech przygotuje mu słoiczek jagodowego dżemu lub pierogi z jagodami. Bo we Włoszech, jak nigdzie na świecie, zasada „przez żołądek do serca” ma stuprocentową skuteczność. A skoro, planuję wybrać się tam tej jesieni, to czemu miałabym z tego odkrycia nie skorzystać i nie zabrać ze sobą kilku słoiczków „na pokuszenie” :)
A tak to wyglądało…
Dżem morelowy

2 kg dojrzałych moreli (bez pestek, przekrojonych na pół)
0,5 kg brązowego cukru (lub więcej, w zależności od tego ile przyjemności Waszemu podniebieniu ma dostarczyć jedna łyżeczka dżemu)
szklanka wody (albo i mniej, bo dżem może wyjść za rzadki jeśli owoce puszczą dużo soku)

Wszystkie składniki wrzucam do garnka, troszkę rozgniatam drewnianą łopatką, by puściły sok, doprowadzam do wrzenia, a następnie gotuję na małym ogniu około 2-3 godz., regularnie mieszając.

Sparzone słoiki i pokrywki, wycieram do sucha, napełniam gorącymi (możecie przed napełnianiem zwiększyć ogień, by dżem bulgotał) konfiturami i stawiam do góry dnem. Owijam je ręcznikami, stawiam w bezpieczne miejsce (gdzie żaden kot ani łakomczuch nie ma dostępu) do ostygnięcia. Najlepiej robić to wieczorem, bo wtedy pokrywki mają całą noc by się zassać. Jeśli się tak nie stanie, należy konfitury jeszcze raz doprowadzić do wrzenia i ponownie zalać do słoików.
Dżem śliwkowy

2 kg dojrzałych, słodkich śliwek
0,5 kg brązowego cukru (mniej lub więcej, w zależności od tego, czy wolicie bardziej kwaśny bądź słodki smak)
100ml wody (śliwki na ogół mają bardzo dużo soku)

Przepis wygląda tak samo, jak na dżem morelowy, z tą różnicą, że śliwki powinno się gotować dwa razy dłużej (ok. 5godz.).

Chciałabym podziękować wszystkim Mamom, Ciociom oraz Babciom, którym co roku starcza sił i cierpliwości do przygotowywania tych pysznych dżemów. Jako osoba raczkująca w tej dziedzinie wiem, jak gorące mogą być owoce, które wyleją się na ręce i jak duży może być stres związany ze sprawdzaniem, czy proces pasteryzacji przebiega poprawnie. Jednak zawsze byłam wdzięcznym zajadaczem wyrobów Waszych zapracowanych rąk i mam nadzieję, że moje produkty też zdobędą uznanie rodziny i przyjaciół (i Włochów).

Mniam!