poniedziałek, 10 maja 2010

~ Niedzielne stołowanie ~

Wszystko zaczęło się od tego, że moja przyjaciółka – od tygodnia współlokatorka – pojechała w ten weekend na wesele kuzynki. Jako że szybko przywiązuję się do ludzi, a 2,5 roku mieszkania samej dały mi w kość, postanowiłam „coś” zorganizować. Poza tym fakt spędzania samotnie najbardziej rodzinnego dnia w tygodniu, jakim jest oczywiście niedziela, nie napawał mnie radością. Dlatego też zdecydowałam się „wydać” obiad dla kilku moich znajomych. Po małych komplikacjach, związanych z listą zaproszonych oraz czasem rozpoczęcia, zacni goście przybyli o godzinie 14ej. 

Najbardziej głodni i spragnieni sportowych wrażeń (Kubica w F1 Barcelona) zostali posadzeni na kanapie przed TV i poczęstowani małymi przekąskami.

[składniki na masło ziołowo-czosnkowe]

Kobiety natomiast poszły do kuchni tłuc kotlety :) Każdy, kto kiedyś miał okazję po wyżywać się na nieruchomo leżącym kawałku mięsa wie, że to przednia zabawa. A do tego jaki wspaniały sposób na pozbycie się złej energii i poćwiczenia tricepsów!

 Po około 36. okrążeniach (bolidów rzecz jasna) usiedliśmy do stołu, by spróbować gorącej przekąski...

[należało połączyć TO]

[z TYM]

[by otrzymać COŚ TAKIEGO]

Zarówno składniki jak i wykonanie bardzo proste. Ale za to jaki efekt! 

Nazwa tego dania sugeruje francuskie pochodzenie. Jednak mi takie połączenie bakłażana, pomidora i sera koziego bardziej kojarzy się ze słoneczną Italią. Poza tym to właśnie Włosi słyną z prostoty kuchni oraz smakowych kompozycji dań. Oliwa, mozarella, pomidory. Chyba wiecie, co mam na myśli? Pyszności!

Potem znowu trzeba było zrobić przerwę. Miałam trochę obaw co do dania głównego, ponieważ nie zostało ono przeze mnie wcześniej sprawdzone. Toteż musiałam poświęcić mu więcej uwagi niż gościom :P Dzięki „szczęściu początkującego” oraz wyrozumiałości i pomocy obecnych, zaliczyłam wszystkie etapy przygotowań na 100%. No nie wliczając w to puree z zielonego groszku, który się zbuntował i nie dał przecisnąć przez sitko. Klops! Na szczęście połączenie czerwonego mięsa z krewetkami i boczniakami okazało się być idealnym. Do tego prosty, ale odpowiednio słony sos z gorgonzoli dopełnił smak potrawy.

 

Żeby obiad był SUPER obiadem, na stół musi wjechać deser! I tu prosimy o oklaski dla Moni – naszego mistrza tiramisu. Mimo przeszkód, które sprawiała jej niesforna śmietana, ciacho wyszło pyszne, a Monia tym samym podpisała dożywotni kontrakt na produkcję tiramisu :) Jeśli nie była świadoma tego do tej pory, to teraz już jest z pewnością :D

[yummy] 

Tak więc doborowe towarzystwo, smaczne dania i spokojne niedzielne popołudnie wywołały uśmiech na pięciu bardzo sympatycznych twarzach.

A puenta z tego pichcenia jest taka: „Nie zmusisz zielonego groszku do bycia tym czym być nie chce!”

Smacznego!


1 komentarz: