Ogólnie uważam się za osobę o słonym podniebieniu. Słodkości, choć kuszące, są w moim przypadku do zignorowania. Dlatego też, jeśli już decyduję się na jakiś deser, musi być „tak jak lubię”. Oczywiście najprościej taki efekt osiągnąć, poprzez samodzielne przygotowanie.
Od kiedy zaczęłam pisać tego bloga zarówno w mojej lodówce jak i szafkach pojawiły się produkty, o które wcześniej bym siebie nawet nie podejrzewała. Jednak teraz są to absolutne, spożywcze „must have”. Mam na myśli serek mascarpone, śmietanę kremówkę, świeżą dymkę, różne mąki, laski wanilii, rozmaite suszone zioła, oleje i oliwy w dowolnych smakach...Tak więc teraz, gdy zabieram się do przygotowania składników wymaganych przez poszczególny przepis, ku własnemu zaskoczeniu, stwierdzam, że jakimś cudem posiadam wszystkie potrzebne ingredienty. Totalny luksus!
I tak, gdy ostatnio naszła mnie ochota na Tiramisu, ma się rozumieć według własnej interpretacji, na mojej drodze nie stanęła żadna przeszkoda, nie licząc czasu, który deser musiał przestać w lodówce.
Do przygotowania tiramisu użyłam:
- szklankę ubitej śmietany
- 2 żółtka
- 3 łyżki cukru pudru
- 250g mascarpone
- 4 łyżki białego rumu
- 10 biszkoptów „lady fingers” (do kupienia w Żabce)
- szklankę mocnej kawy (wystudzonej)
- kilka łyżek gorzkiego kakao
- kilka łyżek startej, gorzkiej czekolady
Żółtka i cukier ubijałam w misce na gładką masę przez około 5 minut. Do masy dodałam mascarpone i bitą śmietanę. Całość miksowałam aż powstał jednolity krem. Do zimnej kawy dodałam rum. Do, wcześniej przygotowanych, szklanek wkładałam na przemian nasączone kawą biszkopty i krem.
Jak już wspomniałam w moim przypadku „mniej” oznacza „więcej”, toteż ilość biszkoptowych warstw zależy od Waszych indywidualnych upodobań.
Słynne "Lady Fingers" - polskie "kocie języczki"
Na koniec posypałam wszystko kakao i czekoladowymi wiórkami, przykryłam folią i wstawiłam do lodówki na całą dobę. Bardzo długą dobę. Ponieważ pierwszy raz robiłam Tiramisu, chciałam jak najszybciej sprawdzić, czy udało mi się uzyskać odpowiednią konsystencję i smak kremu. Na szczęście trafiłam idealnie. Masa była odpowiednio lekka i puszysta, a kiedy miałam już dość słodyczy wystarczyło odnaleźć biszkopt, którego gorycz przynosiła ulgę przesłodzonym zmysłom.
Mam nadzieję, że ta interpretacja deseru przypadnie do gustu każdemu wielbicielowi tego włsokiego przysmaku!
Smacznego!
i gdzie porcja (minimum jedna :P) dla smakosza Anetki??!!! :>
OdpowiedzUsuńOj nadrobimy moja droga, nadrobimy. Po sesji :D
OdpowiedzUsuńapetyt łasucha Anetki rośnie! :)))))))))
OdpowiedzUsuńja właśnie szykuję jedzonko na jutro - zupkę krem i shoarme domowej roboty ;)
Aneciaku, na co czekasz?! tyle papu do opisania, zakladaj bloga :)
OdpowiedzUsuńmistrzostwo świata !!! :D
OdpowiedzUsuńmoje tiramisu nie mogłoby stać koło Twojego Tiramisu:) ja swoje piłem przez słomkę taaakiiieee było delikatne :p khhhh
OdpowiedzUsuń