Ciasto.
Nie było łatwo znaleźć porządnie „brzmiący” przepis, ale w końcu trafiłam na film, na którym włoska babcia pokazywała krok po kroku, co należy zrobić. W ogóle w większość przypadków, proponuje się użycie „semolina flour”, czyli mąki z kaszy mannej. Ja wymieszałam w proporcji 1:1 kaszę manną i zwykłą mąkę.
- szklanka kaszy mannej
- szklanka zwykłej mąki
- 2 jajka (na każdą szklankę mąki 1 jajko)
- szczypta soli
- ciepła woda
Jeżeli chcemy by nasz makaron wyszedł pełno jajeczny i miał intensywny, żółty kolor zamiast całych jaj użyjcie tylko żółtek.
Wymieszajcie na blacie mąkę z kaszą i solą, a następnie utwórzcie kopiec z dziurką w środku. Dodajcie jajka i zacznijcie rozrabiać ciasto, dolewając wody. Ugniatajcie ciasto do momentu aż stanie się gładkie. Zawińcie w wilgotną ściereczkę i odłóżcie na bok.
Farsz:
- łosoś (2 dzwonki ugotowane na parze)
- 250g ricotty
- starty parmezan
- 50g koziego sera
- suszone pomidory (drobno posiekane)
- koperek
- wyciśnięte 2 ząbki czosnku
- cebula
- opakowanie szpinaku (z oberwanymi łodyżkami)
- świeżo zmielony pieprz, bazylia i oregano
- masło
Na łyżeczce masła podsmażcie cebulę, opakowanie świeżego szpinaku, suszone pomidory i czosnek –wersja wegetariańska. Natomiast jeśli w pobliżu Waszej kuchni znajdzie się ktoś bardzo bardzo głodny (w mojej w tym momencie zmaterializowała się Paulina) możecie zapomnieć o wegetarianizmie. . .
„Ej, jakoś mało tego szpinaku! Czy mogłabyś czymś to uzupełnić?”
Szybki przegląd zapasów zatrzymał się na zamrożonych kawałkach łososia, które zaraz trafiły do parowaru (bezcenny wynalazek), a następnie, drobno pokrojone, na patelnię. Zdejmijcie patelnię z ognia, a jak wszystko trochę przestygnie, dodajcie sery i przyprawy do smaku. Farsz doprawiajcie w zależności od sosu, z którym podacie Waszą pastę. Jeśli zrobicie sos bardziej słony, lepiej uważać by nie przesolić nadzienia i odwrotnie.
Domowe pesto.
Niemal każdy przepis powie Wam byście użyli orzeszków pinii. Jednak nie należą one do najtańszych, a poza tym ciężko je dostać w zwykłym sklepie . Dlatego też proponuję je zastąpić chociażby pestkami słonecznika.
Ja do zrobienia Pesto użyłam:
- mikser
- uprażone orzeszki nerkowca, pestki dyni i słonecznika
- starty parmezan
- oliwę z oliwek
- świeżo zmielony czarny pieprz
- dużo bazylii
- trochę soku z cytryny
Wrzućcie składniki do miksera i zmielcie aż powstanie gładka masa. Na pewno zaskoczy Was intensywny i apetyczny zapach bazylii. Takie pesto możecie przełożyć do słoika i trzymać w lodówce nawet przez kilka dni. Idealnie do dekoracji, ale również do zjedzenia!
Sosy.
Kiedy gościcie więcej osób i nie macie pewności, co do preferencji smakowych którejś z nich, popuśćcie wodze fantazji i pobawcie się w przygotowanie kilku sosów.
Dzisiaj do ravioli zaproponowałam kremowy sos z gorgonzoli (zakładka Przepisy)
oraz lżejszy pomidorowy.
Na patelni podsmażyłam cebulkę, dodałam pomidory z bakłażanem i cukinią ze słoika (Barilla), ząbek czosnku, trochę przygotowanej wody, przyprawy do smaku oraz odrobinę kropel niezawodnego ketchupu (Heinz łagodny).
Lepienie.
Proces lepienia ravioli został idealnie pokazany na tej stronie.
Gotowanie.
Zagotujcie duży garnek wody z solą i oliwą z oliwek. Ravioli gotujcie ok. 2-3 minut, aż do wypłynięcia.
Nałóżcie porcję na głęboki talerz, polejcie sosem, udekorujcie listkami bazylii oraz pesto i ecco fatto!
aaaaaaaaah moje ulubione składniki!!!
OdpowiedzUsuńMaszko, to jest mistrzostwo!!!
:) to już wiem kogo trzeba nakarmić w najbliższym czasie!
OdpowiedzUsuńżeby nie było, chętnie włączę się w przygotowania ;-P
OdpowiedzUsuńZdecydowanie potrzebowałbym przed rozpoczęciem kilku głębszych... choć niekoniecznie oddechów :) To się chyba robi pół dnia :)
OdpowiedzUsuńAle efekt wygląda pysznie! Super wychodzą zdjęcia. Jak z katalogu :)