Zabiegani, przepracowani i zmęczeni często zapominamy jak duży wpływ na nasze samopoczucie ma jakość jedzenia, które spożywamy. Zazwyczaj jemy byle co, byle gdzie, byle szybko, a potem czujemy się zmęczeni, ociężali i chorzy. Niemniej jednak czasami nawet najzdrowsze potrawy i najświeższe produkty nie pomogą, gdy za oknem styczniowe roztopy oraz towarzysząca im paskudna mżawka i zimny wiatr. Jeśli jeszcze dodamy do tego kilka drobnych „niepowodzeń”, które obowiązkowo muszą nadejść wraz z 13tym dniem każdego miesiąca, to naprawdę można stracić całą energię i dobry nastrój. Najgorzej jeśli tak naprawdę dzień dopiero się zaczął.
Pierwszą moją myślą w takiej właśnie sytuacji było położyć się do łóżka, zakryć kołdrą po sam czubek nosa i nie wychodzić aż do piątku (a najlepiej przez najbliższych kilka dni), ale na szczęście wpadłam na dużo lepszy pomysł... więc jak tylko wróciłam do domu, podwinęłam rękawy, przejrzałam zawartość lodówki i zabrałam się za przygotowanie rozgrzewającego, pełnego aromatów, lekko pikantnego kremu z dyni. Przyjemny kuchenne krzątanie, zapach smażonej cebuli, aromat cynamonu zaczęły działać i stres powoli ustępował miejsce odprężeniu.
Wierzcie lub nie, ale miska takiej kolorowej, ciepłej zupy, posypanej kiełkami i prażonymi pestkami potrafi zdziałać cuda. Tak więc jeśli dzisiejszy dzień dał wam w kość i akurat macie pod ręką potrzebne składniki, gorąco polecam te wyśmienite danie, bo szkoda Waszego życia na dąsanie się na resztę świata!
- 2 łyżki masła
- 2 cebule posiekane
- 2 ząbki czosnku posiekane
W garnku zeszkliłam na maśle cebulę i czosnek.
- 2 szkl. pokrojonej w kostkę dyni
Następnie dodałam dynię i ziemniaki. Smażyłam przez 10 minut mieszając od czasu do czasu.
- 1l wrzątku
Zalałam warzywa wrzątkiem i dodałam pozostałe składniki.
- 1 drobiowa kostka rosołowa
- liść laurowy
- ½ łyżeczki pieprzu Cayenne
- pieprz świeżo mielony
- 1 łyżeczka tymianku
- 4listki świeżej bazylii lub 1 łyżeczka suszonej
- szczypta imbiru
- ½ łyżeczki cynamonu
- sól do smaku
Doprowadziłam zupę do wrzenia i gotowałam przez kolejne 15 minut. Wyjęłam liść laurowy i zmiksowałam wszystko na gładki krem. Wlałam porcję do miseczki, posypałam prażonymi pestkami i kiełkami słonecznika, poczym z apetytem wszystko zjadłam parząc sobie przy okazji język :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz